Podsumowanie testów Bulionetki Knorr
Kampania Knorra, którą rozpoczynał ten wpis, właśnie dobiegła końca i czas podzielić się podsumowaniem z całego jej przebiegu oraz małym porównaniem, które przygotowałam dla prostego zobrazowania różnic między nowym produktem Knorra, jakim jest Bulionetka, a standardową kostką rosołową.
W ramach kampanii do wypróbowania rozdano 5 000 sztuk Bulionetek, z czego po jednej sporej paczce otrzymały blogerki (w tym również ja) biorące udział w kampanii. Przyznam, że nie spodziewałam się tak dużej ilości negatywnych opinii na temat tego typu produktu (na Pozytywnej Kuchni było ich akurat mniej, na innych blogach – więcej) – oczywiście zgadzam się z tym, że lepszy jest domowy rosół własnej roboty, który potem ewentualnie zamrażamy, natomiast nie każdy ma czas, umiejętności (osobiście nigdy nie przyrządzałam samodzielnie rosołu, ale obiecuję się nauczyć
) i miejsce na przechowywanie go w zamrażalniku.
Zupa bananowa z chili
Przygotowywanie potraw z bananami z reguły wiąże się z chęcią zjedzenia czegoś słodkiego, chociaż zdarzyło mi się już kiedyś zrobić sos curry-bananowy do mięsa oraz zupę bananową, która wcale nie jest słodka. Rozgrzewa, w sam raz na zimowe wieczory, które wciąż nie chcą nas opuścić. Kto jeszcze lubi takie słodko-ostre smaki?
Risotto z pieczarkami i bekonem
Piątkowa kolacja zjedzona wspólnie z moim bratem była bardzo przyjemna, trochę spontaniczna i smaczna. Danie wymyślone na szybko (z wykorzystaniem nowej książki kucharskiej, z lekką własną modyfikacją, dobre na takie niespodziewane wizyty głodnego rodzeństwa), do którego przygotowania zużyłam tylko kilka składników, zniknęło z talerzy równie szybko jak się na nich pojawiło, a późno przybyły, zmęczony całodziennym przesiadywaniem w biurze Jacek załapał się nawet na ostatnią porcję.
Wspólne gotowanie z Knorrem – co za dzień!
Jest 16 lutego, godz. 5.30 rano. Podrywam się przebudzona jakimś złym przeczuciem z łóżka i natychmiast zdaję sobie sprawę, że:
- dziś wyjeżdżam do Warszawy na wspólne gotowanie z Piotrem Murawskim, które zapowiadałam tutaj
- mieszkam 20 km od centrum, a pociąg z Dworca Głównego odjeżdża o 6.07
- z jakiegoś powodu mój budzik nie zadzwonił albo po prostu wyłączyłam go przez sen
- na szczęście jestem spakowana i wiem, w co mam się ubrać, ale włosów już nie wyprostuję
Biegam po całym domu, za mną biega Jacek, który przygotowuje mi kanapki na drogę, nie mogę znaleźć rękawiczek, zimowa kurtka zaplątuje się o deskę snowboardową, ostatecznie ubieram wiosenny płaszcz, zapominam czapki i rękawiczek oraz aparatu fotograficznego i wybiegam z domu.





