Suflet rabarbarowy na białej czekoladzie
Długo wyczekiwany ze względu na brak w tym samym czasie wszystkich składników w sklepie osiedlowym. Na rabarbarze wyrośniętym na chocianowskiej działce i sprezentowanym mi przez mamę Jacka. Puszysty, słodki, na dnie kryje rabarbarową niespodziankę o cytrynowym aromacie. Mój wymarzony suflet, w końcu go mam. Szkoda tylko, że nie na dłużej. Suflet rabarbarowy na białej czekoladzie ma tę właściwość, że znika natychmiast po ostygnięciu.
Truskawkowe muffinki
Wreszcie nadszedł ten dzień! Tyle razy zachwycałam się muffinkami prezentowanymi na innych blogach, ich różnorodnością, przesłodkim wyglądem i niewątpliwie rewelacyjnym smakiem, tyle razy obiecywałam, że i ja pewnego dnia je przygotuję, tyle razy żałowałam, że jeszcze nie zaczęłam. Przechadzając się przedwczoraj po galerii handlowej, w oczekiwaniu na spotkanie z koleżanką, wstąpiłam do jednego ze sklepów z wyposażeniem kuchennym i… od razu ujrzałam foremki do muffinek. “Teraz albo nigdy!” – pomyślałam i zdjęłam z półki jedno opakowanie. “Ach! Cóż za cudowny zbieg okoliczności!” – zerknęłam na sąsiednią półkę, na której stały kokilki. “Upiekę tarteletki i w końcu będę mogła zaszaleć z sufletami!”. Ostatecznie w mojej torbie wylądowały trzy rodzaje foremek. Następnego dnia przygotowałam muffinki truskawkowe (nie przypuszczałam, że robi się je tak szybko!) i nawet leżąca w szpitalu Ania załapała się na jedną sztukę. Niestety, tym razem będzie bez instrukcji “krok po kroku”, ale na pewno sobie poradzicie
.
Serowe racuchy z dżemem jabłkowym
Zrobiłam racuchy, nareszcie! Od dłuższego czasu chodziły mi po głowie i ciągle brakowało albo sera, albo jajek, albo inne rzeczy do zjedzenia. Potem przyszła Wielkanoc, a wraz z nią cała masa niewykorzystanych jajek i kupionego w zbyt dużej ilości białego sera. To był najwyższy czas na usmażenie racuchów, zwłaszcza że niedawno sklep AleDobre.pl przekazał mi do testowania patelnię przeznaczoną specjalnie do naleśników i podobnych im potraw.
Domowe lody bananowo-czekoladowe
Weekend minął pod znakiem lekko kapryśnej pogody, ale w końcu wiosenny deszcz nie dorasta do pięt zimowej śnieżycy
. U mnie w domu wraz z wiosną nadszedł długo wyczekiwany czas odporności gardeł na przypadkowe infekcje i możliwości ponownego, nieograniczonego jedzenia lodów. Zamiast kupować w sklepie, postanowiłam przygotować coś ekstra – lody zrobione w domu, do których nie trzeba żadnej specjalnej maszynki mrożącej! Wystarczą tylko blender (może być nawet taki ręczny) i zamrażalnik. I oczywiście niezbędne składniki.







